sobota w domu


Wczoraj, jak to w sobotę, oddałam się w całości sprzątaniu. Pochłonęło mnie prawie bez reszty ale w porę się zorientowałam...choć w głowie było jeszcze tyle pomysłów na udoskonalenie i poprawienie tego co niedoskonałe to wczesnym wieczorem zostawiłam resztę na kolejny weekend. Układając, przestawiając i zaglądając tam gdzie dawno nie zaglądałam natknęłam się na łuski karpia...i uświadomiłam sobie, że miesiąc już czekają aby wylądować w naszych portfelach.
Odkąd pamiętam, stałym punktem programu wigilijnego wieczoru w moim rodzinnym domu, było rozdawanie przez moją mamę malutkich, papierowych torebeczek z łuskami karpia. Pamiętam bardzo dobrze, że obierała i czyściła go tak aby jak najmniej ich stracić. To był rytuał. Każdy na nie czekał, skrzętnie chował je w swoim portfelu. Z perspektywy czasu dostrzegam, że tak naprawdę wcale nie chodziło o pieniądze które w zbliżającym się roku miały nam te łuski zapewnić ale o jakąś magię tych świąt, o tradycję, o coś co zdarzyć się może tylko raz w roku, właśnie w ten magiczny czas Świąt Bożego Narodzenia...


Po zlokalizowaniu łusek, zajęłam się już dawno nie sprzątaną półką w mojej kuchennej witrynie. Cała jest bardzo dobrze zagospodarowana za wyjątkiem jednej półki na której był straszny chaos, układałam tam bowiem wszystko to co nie pasowało do niczego aż w końcu... To zdjęcie powyżej oraz to poniżej, przedstawiają półeczkę po sobotnim liftingu. Jaki prosty pomysł wpadł mi do głowy w piątek, aż zdziwiłam się, że dopiero teraz sobie to uświadomiłam: szary papier do pakowania i takiż sam sznurek - czego trzeba więcej ? jedynie trochę czasu aby zerwać przecudnej urody metki ze słoików i udekorować wieczka.. i voila !!! moja siostra będzie ze mnie dumna bo to ona cały czas zwracała mi uwagę, że coś jest nie tak z tą półką...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz