moje kolory




W nagłówku mojego bloga napisałam, że widzę mój świat na kolorowo...to prawda, od momentu kiedy zupełnie nieoczekiwanie zagościł w moim życiu kolor czarny i pozostawił na nim cień, odrzuciłam go kiedy to było już możliwe i rzuciłam się w wir wszystkich kolorów tęczy. Nie było to rozsądne posunięcie ponieważ pociągnęło za sobą wiele kolorystycznych wpadek ale była to tęsknota za życiem, za radością i chęcią zerwania z szarzyzną codziennego życia. Po czasie wstrzemięźliwości od kolorów, zaczęłam nosić wszystkie jakie były tylko możliwe, na szczęście tylko te które mi się podobały choć i to posunięcie nie było dobre. Dzisiaj już wiem, że nie każdy kolor który nam się podoba, pasuje do nas, no cóż, do tej konstatacji musiałam jednak dorosnąć.
Po latach widzę jak mój punkt widzenia ewoluował, jaką transformację przeszłam ja i moje wnętrze.


Zaczynałam od ciepłych barw, od szafranu, koloru pomarańczy, żółci, czerwieni, kremu...Nie potrafiłam zrozumieć osób które malowały swoje salony, sypialnie, kuchnie i resztę pomieszczeń zimnymi odcieniami kolorów. Ja czułam się w nich nieswojo, byłam jakaś przygnębiona, pozbawiona energii natomiast te które wypełniały moje mieszkanie nastrajały mnie bardzo pozytywnie, może lekko podnosiły ciśnienie. Żeby przełamać ich monotonię, dorzucałam jeszcze odrobinę zieleni i niebieskiego. Dzisiaj takie zestawienia są dla mnie nie do pomyślenia ale wtedy miałam wrażenie, że wszystko do siebie pasuje. No i tak było, jednak zabójcze było używanie podstawowych barw, które były takie akuratne, ostre i strasznie wyzywające. Kiedy zmieniłam mieszkanie poczułam, że nie chcę już powielać tego samego. Pozostałam w bardzo zbliżonej tonacji ale nie były to kolory tak zdecydowane i agresywne. Były jakby zmiękczone bielą, delikatniejsze choć ciągle ciepłe.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem królową śniegu jeżeli chodzi o kolory. Wybieram zimne tonacje które mnie uspokajają, uwielbiam wszystkie odcienie fioletu (czego przykładem jest mój blog), poprzez wrzos, lawendę, brudny róż (kolczyki są mojego autorstwa).



Bardzo lubię cyklamen, śliwkę, niebieski, błękit, szarobłękitny, gołębi, biały. Od jakiegoś czasu mój salon jest również bladoniebieski, jednak wydawał mi się smutny dlatego aby go ożywić wprowadziłam czerwień która idealnie kontrastuje z tym chłodnym i spokojnym zarazem kolorem. W takich kolorach mieszkam, w takie kolory się ubieram ale ciągle poszukuję i eksperymentuję. Często znajduję odcienie których nie potrafię nazwać a które swoim niezdecydowaniem zachwycają mnie i wprowadzam je do mojej szafy. Same często nie są takie porywające ale w połączeniu z innymi stają się jedyne w swoim rodzaju.


Coś pomiędzy zielenią a szaroniebieskim kolorem (kolczyki są mojego autorstwa)


Kolory głębin morskich są również moimi ulubionymi, turkusy, zielononiebieskie, indygo, marynarski blue...bawię się nimi i lubię na nie patrzeć, dzięki nim widzę mój świat na kolorowo

2 komentarze: