Sobotnie odkrycie...

Dziwię się sobie, że nie poddaję się ciężkiej aurze panującej za oknami...po prostu mocno zaciskam zęby i przepycham te zimowe dni robiąc w swoim zaciszu domowym moje małe przyjemności. Na szczęście pomysłów ani weny twórczej mi nie brakuje, gorzej z czasem którego ciągle jest mi mało. Cała sobota minęła mi na sprzątaniu, nie był to jednak czas stracony ponieważ pozbyłam się dwóch reklamówek niepotrzebnych mi rzeczy i natknęłam się w mojej szafie na dwa kawałki cudnego materiału. Do niczego mi nie pasował więc zapomniany, został wciśnięty w ciemny kąt ale kiedy ujrzał światło dzienne, okazało się, że pasuje idealnie do mojego salonikowego wnętrza. Kupiłam go dawno, dawno temu w Ikea kiedy pojawiła się kolekcja sielskich materiałów w różyczki. Nigdy nie został wyeksponowany ale doczekał się i w sobotę jego uroda została doceniona. Uszyłam z niego dwie poszewki na poduszki i myślę co zrobić z reszty która mi została. Może coś na stół ? Obrus ? Podkładki ? Bieżnik ? Nie mogę działać pochopnie bo tego wzoru już nie dokupię dlatego w między czasie tego tygodnia będę się zastanawiała nad jego przeznaczeniem, tymczasem mała prezentacja.


Tło na którym zostało zrobione zdjęcie to kolor mojego dużego pokoju, myślę, że lepszego odkrycia nie mogłam dokonać w tę sobotę. Oj potrzebne są czasami takie przed świąteczne porządki bo nigdy nie wiemy co możemy znaleźć w naszych ciągle za małych szafach. A ze mną na dodatek jest tak, że czasami nie mogę opanować chęci kupienia czegoś mimo, że ta rzecz w tym momencie nie będzie pasowała do niczego. Oczywiście ląduje w schowku lub piwnicy ale po czasie okazuje się, że właśnie jej w moim wnętrzu brakuje...czyżby to była kobieca intuicja działająca z dużym, baaardzo dużym czasami wyprzedzeniem ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz