W stronę słońca ...

Nie można było nie skorzystać z tak pięknej pogody, grzechem byłoby wręcz zamknięcie się w czterech ścianach mieszkania czy w trzecim wymiarze miejskiego spacerku. Mieliśmy nadzieję, że napływające od czasu do czasu kumulusy nie przyniosą ze sobą pogorszenia pogody i mieliśmy szczęście.


Zaraz po porannej mszyczce pojechaliśmy w poszukiwaniu miejsca gdzie można byłoby miło spędzić czas nie korzystając jedynie z kąpieli słonecznej. Basen okazał się być otwarty zgodnie z zasadami krajów Europy Zachodniej czyli od 10.00 do 12.30 a potem siesta i kolejne otwarcie dopiero o 13.30. Zniecierpliwieni chłopcy odliczali minuty ale warto było czekać.


Zabawa była przednia, jak to na basenie.




Chęć bycia nad wodą odebrała nam jednak racjonalne myślenie i tym razem pojechaliśmy zupełnie nie przygotowani w kwestii pique-nique`u - a trzeba było się posilić...




Chłopcy jednak regenerowali się w mgnieniu oka i końca zabawy nie było widać.




Moja rola ograniczyła się tym razem do roli fotografa i fotoreportera. Zabrałam ze sobą prace ręczne ale nie mogłam oprzeć się obserwowaniu trwającej nieprzerwanie zabawy. Szkoda było mi siedzieć i patrzeć w kanwę dlatego pomimo wielkich planów wybrałam patrzenie na uśmiechnięte buźki chłopaków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz