Na wagę ... zielona i sprawiedliwa
To reszta moich ubiegłotygodniowych zakupów na targu staroci. Stara, dostojna waga, nadgryziona rdzą i czasem ale uwierzyłam, że będzie piękna choć uśmiechała się do mnie taka jedna, która nie wymagała nakładu tak dużej pracy.



Pamiętam doskonale wagę moich dziadków. Była niemalże identyczna, masywna, ciężka niesamowicie i biała. Stała na kredensie którego każda z nas chciałaby mieć dzisiaj w swojej kuchni.

Używana była zawsze wtedy kiedy mój dziadek- rzeźnik przynosił do domu mięso i zabierał się za robienie kiełbasy. Te obrazy pamiętam bardzo dobrze, tak samo jak i jej smak. Moją faworytką była kiełbasa biała w której przygotowaniu bardzo lubiłam uczestniczyć. Po kiełbasie pozostało wspomnienie smaku ponieważ jak na razie nie znalazłam jeszcze takiej która by przypominała tę dziadkową.

3 komentarze:

  1. piekna waga, dzis juz sie takich nie robi..
    milego wieczoru
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie Ty cuda na tych targach staroci znajdujesz! Piękna waga. I ja mogłabym mieć zieloną właśnie ;)

    OdpowiedzUsuń