Niecodzienne wyzwanie

Lubię wyzwania proponowane przez blogowe społeczności..trzeba, przy takich okazjach, zmieścić się w czasie i temacie...tym razem było podobnie choć tematyka dla niektórych może dosyć kontrowersyjna. Z pewnością nie podjęłabym się tego tak sama z siebie ze względu na jej delikatność ale rodzinnie przygotowujemy się do wielkich majowych wydarzeń więc stała się ona dla nas słodką codziennością. Wyzwanie przyszło do nas prosto z lekcji religii - będziemy robić różańce, mamo...mamy na to półtora tygodnia... ucieszyłam się, że pierwszy raz, bawiąc się koralikami, będę mogła zrobić coś dla mojego synka - coś bardzo dla niego ważnego, nowego, owianego tajemnicą, niecodziennego, innego i zupełnie nieznanego. Mieszko wybierał ze mną koraliki, bardzo poważnie zastanawiał się nad ich kolorem, równie poważnie dyskutował ze mną o samej pracy nad nim i oto co powstało

Nigdy bym nie pomyślała, że będę potrafiła go zrobić...nie zastanawiałam się nigdy nad tym, ani przez myśl mi nie przemknęła nigdy taka myśl...a jednak powstał...w nocy, kiedy cały dom już spał łączyłam koraliki, liczyłam skrzętnie żeby się nie pomylić a z samego rana dostałam najpiękniejszą na świecie za niego zapłatę - zobaczyłam w oczach mojego synka ogromną radość i usłyszałam: założę go sobie na szyję żeby odgonić diabełki... kochany miś, pomyślałam...ma w sobie ciągle tę dziecięcą niewinność...i oby jak najdłużej.

2 komentarze:

  1. Ewo,
    jest delikatny, subtelny
    wygląda na to, że pasja w ciszy i matczyna miłość potrafi natchnąć rękodzieło ogromną mocą,co uszczęśliwiło duszę syna i Twoją;
    zainspirowałaś mnie :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo, piękny ten turkusowy różaniec. I niezwykły, bo zrobiłaś go sama. A wrażliwość i niewinność Chłopca cudna. Oby jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń