Kuchnia bułgarska

Banica rodem z Bułgarii

Do zrobienia tego dania natchnął mnie krótki artykuł przeczytany na blogu Lawendowy Dom... od kuchni... Temat - pierwszy dzień wiosny w Bułgarii i zapowiedź pysznej potrawy rodem z tego kraju. Zupełnie nie miałam pomysłu na szybką i zarazem smaczną kolację - w drodze powrotnej z pracy do domu, przypomniał mi się ten post a wraz z nim przyszła mi do głowy Banica...przepisów jest wiele ale mnie utkwił w głowie jeden z prostszych bo zwykle potrzebuję czegoś od zaraz.

Nie zastanawiając się zbyt długo wstąpiłam do położonego nieopodal mojego domu Lidla i zakupiłam ciasto francuskie oraz ser typu bułgarskiego (tak jest napisane na opakowaniu) - nie feta choć niby podobny do niej, ma jednak zupełnie inną konsystencję, ma grudki, jest jakby słonym twarogiem. Te dwa składniki + dwa jaja wystarczyły żeby powstało to cudo.

Przygotowanie:
w miseczce należy połączyć dwa całe jajka i pokruszony ser. Następnie, rozwałkować francuskie ciasto tak aby było jak najcieńsze. Ja pokroiłam go na trzy prostokąty (od tego węższego boku ciasta) i na każdy z nich wyłożyłam przygotowaną masę serowo jajeczną. Kolejny krok to zwijanie w rulonik każdego w ten sposób przygotowanego prostokąta i układanie po kolei zaczynając od środka (na okrągłej blasze np. do tarty) tworząc ślimaka. W ten sposób przygotowane ciasto należy posmarować białkiem i wstawić do piekarnika zagrzanego do temperatury 180 stopni na 30 minut.

Smak jest powalający, delikatne mało wyczuwalne ciasto i delikatna słoność sera - uwielbiam to zestawienie. Kiedy po latach wróciłam do Bułgarii w poszukiwaniu dziecięcych wspomnień, szukałam też i smaków - to był jeden z nich - niezapomniana Banica - kiedyś zupełnie nieznana w Polsce i nie do podrobienia. Dzisiaj jest ser, którego smak uwielbiam i jest ciasto francuskie nad którym nie trzeba spędzić całego dnia w kuchni żeby móc się nim delektować. Można więc stworzyć sobie namiastkę zagranicznej kuchni na miejscu, namiastkę bo do tego wszystkiego potrzeba jeszcze wysokiej temperatury, słońca, ciepłego morza i atmosfery.

A na koniec, proponuję łyk pysznej czarnej herbaty. To prezent od mojej siostry, herbata Lipton z płatkami chabru i drobinkami cytrusów, smacznego !!!


8 komentarzy:

  1. Pięknie Ci wyszła, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez uwielbiam banice, u nas w Grecji nazywa sie pita, a w ksztalcie w ktorym zrobilas kuluriasti, jak robisz male slimaczki to sie nazywa kihi. Niech zyje LIDL z gotowym ciastem !!!!! Ag

    OdpowiedzUsuń
  3. Pychota, wygląda obłędnie !
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. A moj maz pochodzacy z Macedonii uwielbia takie smakolyki, czesto robimy sobie takie, tyle tylko ze mniejsze, wtedys ato tzw. baniczki :) Sa z serem ze szpinakiem i z miesem+por...mniam pycha !

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy blog i piękne zdjęcia! :-) Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy ten Twój świat widziany na kolorowo. Przyjemny w odbiorze. Dzisiaj wpadłam tylko na chwilkę, przywitać się:)
    Następnym razem posiedzę dłużej i na spokojnie wszystko sobie obejrzę.

    Zaciekawiona pozdrawia serdecznie
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię wszelkie wypieki z fetą, w ogóle chyba jestem uzależniona od fety (ostatnio w wersji serka: feta zmiksowana z jogurtem plus duuużo zioł, również patent Beaty Lipov:). Bardzo już wiosennie u Ciebie, Ewo:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Banica wygląda znakomicie i pewnie równie dobrze smakuje. Nigdy nie spotkałam się z tą potrawą. Muszę spróbować.

    OdpowiedzUsuń