Before and After czyli małe przeróbki

Dodam jeszcze, że konieczne ! Dlaczego ? Ponieważ szkoda byłoby mi się pozbyć niektórych rzeczy dlatego postanowiłam nadać im po raz kolejny sens istnienia. Chodzi o dwie poduszki. Jedną ozdobiłam własnoręcznie, dziergając na szydełku mnóstwo kwadracików,


drugą dostałam w zorganizowanej wymiance ! Obie bardzo mi się podobały i brały aktywny udział w naszym życiu ;-)) i się zniszczyły :-(( Ale żeby pozostało po nich coś więcej niż wspomnienie, postanowiłam je wskrzesić lub nadać dać im drugie życie w innej formie - taka forma reinkarnacji ;-)
Co można było zrbić z kilku kwadratów, które zostały po paluszkowym ataku Tosi ???? Niestety muszę się jeszcze nauczyć jak dobrze łączyć nitki różnych kolorów żeby się kwadraty nie rozłaziły pod wpływem silniejszego pociągnięcia żeby nie powiedzieć SZARPANIA :-((
zrobiłam otulaczek na szklany pojemnik;-)) Tyle udało mi się uratować, reszta poszła do kosza bo zbyt późno zaczęłam się interesować tym aby połapać nitki !!!! Cóż, Tosia uwielbiała tarmosić tę poduszkę, jak mogłam jej tego odmówić ;-) A co z drugą poduchą ? Na niej był nadruk, transfer na tkaninę i niestety się zrolował. Baaardzo mi się podobał motyw bo był w moich klimatach ! W każdym razie, sama poduszka, świetnie odszyta, została ! Nie namyślałam się zbyt długo choć jednak trochę mi to zajęło i oto co wymyśliłam
Cztery szydełkowe kwadraty, tym razem jednobarwne (na wszelki wypadek), połączyłam, obleciałam na około falbanką i powstał ten oto słodki środek. Wygląda jakby taka była od początku.
Dzisiaj tak wygląda różowa poduszka, która kiedyś ozdobiona została kwadracikami. Tę poszewkę znalazłam w Jusku za niecałe 3zł, okazała się być idealną na takie eksperymenty, dzisiaj wróciła do swojej pierwotnej postaci...być może kiedyś ponownie ją ozdobie, nie wiem jeszcze co mi przyjdzie na jej temat do głowy.
Tymczasem leżą sobie obydwie dumnie na leciwym bujaczku i nęcą każdego na chwileczkę przycupnięcia na nim. To pamiątka rodzinna, prezent, pochodzi z domu moich dziadków, nosi w sobie pamięć osób, które na nim siadały...osób, których już z nami nie ma...łączy dwa światy dlatego dbam o niego jak o swoje dziecko bo chciałabym żeby i one mogły kiedyś tak o nim myśleć jak ja teraz o nim piszę. Chciałabym wpoić moim dzieciom szacunek dla wszystkiego co stanowi o godnym i dobrym życiu: do rodziny, do tradycji, do wspomnień...jakie by to wszystko nie było, to jest ich i nikt ani nic tego nie zmieni. Naszła mnie jakaś listopadowa nostalgia....chyba w związku ze zbliżającym się świętem...
Pozdrawiam Was serdecznie, Ewa

12 komentarzy:

  1. Ale ratunek!! Fajnie to wykomninowałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A to lobuziak z tej Tosi ;-)
    pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewo, świetny pomysł. Otulak na szklany pojemnik to mój faworyt. Już rozglądam się po domu co by tu otulić! ;)
    pozdrawiam
    dominika

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo fajny blog, super pomysły, pozdrawiam

    zapraszam na blog o wnętrzach:
    http://houseofkazura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie o to chodzi, żeby nic się nie zmarnowało :) Na ładne rzeczy zawsze się znajdzie jakieś zastosowanie :))) A ja też wiem coś o małych ciekawskich rączkach ;))) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. oj dzieci mają zupełnie inne podejście do rzeczy materialnych, a fotel bujany to pragnienie z mego dzieciństwa

    OdpowiedzUsuń
  7. No i świetnie. Aż chciałoby się usiąść i pobujać. Może nawet powspominać...Fakt, że ta jesienna pora i listopad to taki nostalgiczny czas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjne otulacze !
    Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  9. J'ai des tasses à thé recouvertes de crochet comme le tien. Elles ont au moins 40 ans, elles viennent de Pologne.
    Je les adore!
    Bon dimanche

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne pomysły, dla mnie nr jeden jest pojemnik i ramka chociaż wszystko wygląda super :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fantastyczny pomysł z otulaczkiem:) Tosia widać też ma już gust wyrobiony, wie co potarmosić:))

    OdpowiedzUsuń