Moje miasto...na spacerze

Sobotni poranek, piękna pogoda, poranny spacer po centrum mojego miasta. Był wyraźny powód, mój syn miał końcoworoczny egzamin ze skrzypiec...zapakowałam towarzystwo i zaparkowaliśmy pod szkołą muzyczną. Bezbłędnie, coraz częściej bez większej tremy, sprawnie, szybko, płynnie i melodyjnie...wychwalony przez dyrektora, przez nauczyciela prowadzącego - był dumny choć nie może w to uwierzyć, w skrytości swojego serducha bardzo się cieszył...poszliśmy coś zjeść...poszliśmy na lody...tak na prawdę do domu wróciliśmy dopiero wieczorem...

a w Alejach się dzieje....tak tak...w moim mieście, podobnie jak w Paryżu, są takie mini Champs Elysees, po prostu aleje i od kiedy jedna z nich a potem główny plac zostały wyremontowane, zaczęło się w nich dziać....ale ja tym razem nie o tym...ja tym razem o "Kwiaciarni Prowincjonalnej"
Ale to trochę niezwykła kwiaciarnia, pełna jest ziół i cytrusowych drzewek.

 W pierwszym momencie ją minęłam ale kiedy ją za sobą zostawiłam, poczułam zapach tych wszystkich cudowności...potem natrafiłam na reklamujący baner, że właśnie do końca czerwca możemy w naszym domowym ogrodzie zrobić sobie oliwny gaj czy pomarańczowy sad...można też dzieci przyprowadzić na warsztaty...się dzieje w moim mieście...
Pozdrawiam po weekendowo, Ewa

2 komentarze:

  1. Faktycznie opis kwiaciarni kuszący!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wygląda Prowincjonalna kwiaciarnia. I nietypowy ma wygląd prze tę wypływającą zieloność bez innych kolorów. Pięknie! :)

    OdpowiedzUsuń