Lubię wyzwania! Tildowy królik czyli czy ja potrafię ?

Tak, bardzo lubię wyzwania i takie zawracanie głowy niczym ważnym ;-)) Ktoś powie, szkoda czasu, po co to wszystko, ani zarobić na tym nie można a wkład finansowy czasami trzeba jakiś wnieść... patrząc z boku i rozpatrując to z punktu widzenia rozumu - postrzegamy to całe zamieszanie jako stratę czasu. Kiedy natomiast uśpimy troszkę rozum i zerkniemy od strony serca to ujawniają się nam wtedy inne aspekty tego przedsięwzięcia. Opiszę tutaj moje stanowisko w tej sprawie czyli jakie dla mnie widzę w tym wszystkim pozytywy.
Po co angażować się w wyzwania i wprowadzać w swój zapełniony już tydzień inne, zupełnie niczemu  niepotrzebne zajęcia ? Dokładnie po to żeby ten ułożony i zapchany tydzień przeorganizować i znaleźć w nim mimo wszystko jeszcze trochę czasu dla siebie. Twierdzę, że im więcej mamy zajęć tym lepiej to wszystko działa ! Nie można oczywiście przesadzać w żadną stronę, sądzę jednak, że jedno zajęcie więcej przy tysiącu jakie wykonujemy w ciągu dnia nie zrobi niczemu różnicy, tym bardziej jeżeli będzie to dla nas przyjemne.
Druga strona, jak dla mnie, podejmowania wyzwań to chęć sprawdzenia samej siebie ;-)) Odnalezienie w sobie umiejętności zorganizowania swojego czasu tak aby znaleźć dla siebie jeszcze jedną chwilkę więcej. Zdolność wykorzystywania każdego momentu dnia do tego aby sprostać zadaniu czyli planowanie w trakcie drogi do pracy czy podczas lunchu. Potem pozostaje już tylko wykonanie.

Podziwiam od lat strony moich blogowych koleżanek, od lat podziwiam ich cudne prace i czasami nachodzi mnie taka myśl i pojawia się w głowie pytanie czy ja też potrafiłabym to zrobić ?
Tak było z decoupage`m, tak było z biżuterią, tak było również z szydełkiem i magicznymi pledami z kwadratów czy też poszewkami na jaśki. Muszę dumnie stwierdzić, że czego się nie złapałam to egzamin zdałam. Nie powiem, dowartościowałam się i spokojnie mogłam kontynuować moje poszukiwania kolejnego wyzwania. Długo nie musiałam czekać bo sieć oferuje mnóstwo cudowności. Pojawił się scrapbooking, który skradł moje serce a wszystkiemu winne były papiery !!! Jestem strasznie uwrażliwiona na kolory i kiedy odkryłam ten papierowy świat scrapbookingu - przepadłam ! Powstrzymywał mnie tylko jeden fakt - pieniądze ! Osprzęt do tej techniki jest jednak bardzo drogi dlatego odpuściłam ale nie do końca ! Kiedyś wzięłam udział w kapitalnym, cało rocznym wyzwaniu polegającym na przygotowywaniu jednego tagu miesięcznie biorąc pod uwagę wytyczne przygotowywane przez główną organizatorkę Rudlis. To była świetna przygoda ! Przez cały rok powstawały cudne prace, trzeba było łapać myśl w locie i tworzyć z kilku wskazówek drobiazgi w formie tagów. Byłam bardzo zadowolona, że podołałam gdyż czas zabawy przypadł na okres maleńkości mojej córci a mimo to tylko jeden raz na 12 nie udało mi się wywiązać z zadania....a koleżanki odpadały...nie powiem.
Czy są jeszcze jakieś plusy ? Uczymy się  konsekwencji, wytrwałości, wyrabiamy w sobie pewność siebie i wiarę, że jesteśmy w stanie zrobić tak naprawdę wszystko . Każde wyzwanie to nie tylko "praca fizyczna" ale przede wszystkim filozofia życia i bycia.
Co było potem ? Pozostało jeszcze szycie ;-) Pamiętam, że jako licealistka próbowałam działać na maszynie ale  z racji jej humoró - bo raz szyła a raz niszczyła materiał, chęci pomału gasły...ale nie wygasły do końca ! Proste rzeczy nie robiły na mnie aż takiego wrażenia, tildowe maskotki natomiast robiły ogromne.

     
Odważyłam się ! W pierwszym momencie szukałam wykroju na internecie ale jakoś to co znajdowałam albo nie odpowiadało moim wyobrażeniom, albo wydawał mi się skomplikowane albo zbyt duże, postanowiłam więc rozrysować to po swojemu i udało się.

 
Cóż, podsumować mogę to całe zamieszanie tylko w jeden znany nam wszystkim sposób: dla chcącego nie ma nic trudnego ! W momencie kiedy czegoś bardzo chcecie pojawiają się w Was pokłady niesamowitej siły, która nie pozwala Wam się zatrzymać i pcha Was do działania. Tak było w moim przypadku kiedy zaświtała w mojej głowie myśl o uszyciu takiego tildowego króliczka. Jak tylko zasnęła moja córeczka, wyciągnęłam maszynę i pozszywałam wszystko tak jak trzeba. Chciałam wiedzieć już czy aby wszystko do siebie pasuje...


Okazało się, że stworzyłam idealną formę i króliczek wyszedł jak malowany.
Cóż moje drogie dziewczyny, udało się i wierzę, że jeżeli wątpicie w swoje zdolności to nie macie najprawdopodobniej racji. Ja bardzo polubiłam to sprawdzanie siebie, to wyrabianie w sobie pewnych umiejętności aby lepiej żyć. Straciłam bardzo dużo czasu na takim unoszeniu się na powierzchni, dzięki blogosferze zauważyłam, że nie jestem tą, jaką malują mnie ludzie, otoczenie, zbiegi okoliczności czy złośliwość losu, jestem tą, którą noszę głęboko w sobie i dzięki tej świadomości żyję inaczej.

Napiszcie o swoich zmaganiach z wami samymi. A może też lubicie podejmować wyzwania aby poznać siebie ? Ciekawa jestem jak to jest....
Pozdrawiam, Ewa

1 komentarz:

  1. bardzo motywujący post ;)
    ja też lubię wyzwania i w 100% zgadzam się, ze stwierdzeniem, że im więcej jest rzeczy do zrobienia tym lepiej (sprawniej) to idzie ;)

    OdpowiedzUsuń