Zastawa czyli na czym podać żeby smakowało...kolory, apetyt i dzieci

Niedawno usłyszałam, że kiedy podajemy posiłki na niebieskich talerzach, to automatycznie zjadamy mniej ! Prawdę mówiąc bardzo mnie to stwierdzenie zaintrygowało i zaczęłam szperać aby znaleźć jakieś potwierdzenia słów mojej koleżanki... Kto szuka nie błądzi, jak to mówią i rzeczywiście znalazłam w necie na ten temat całkiem sporo informacji. Otworzyłam pierwszy z brzegu link (źródło tutaj) i co się okazuje ? Niebieska zastawa nie zachęca nas do jedzenia ! Wręcz przeciwne, nawet nas do niego zniechęca. Kolor niebieski w potrawach kojarzy nam się podświadomie z syntetycznością. Odrzucamy go gdyż mamy zakodowane, że naturalne barwniki to z pewnością nie są barwniki niebieskie ani tym bardziej szare czy czarne. Unikamy niebieskiego w potrawach bo taki kolor w przyrodzie wstępuje bardzo rzadko. Jednym słowem, kolor ten pomaga raczej w tłumieniu apetytu niż w rozbudzaniu go. A jakie w takim razie powinnyśmy wybierać kolory aby ewentualne nasze niejadki zaczęły jeść ? Z artykułu dowiedziałam się, że żółty, pomarańczowy,czerwony to kolory apetyczne ! Do tego stopnia że podnoszą ciśnienie (jak czerwony), dotleniają mózg (jak pomarańczowy) oraz poprawiają nastrój (jak żółty) ! Biały natomiast daje nam wrażenie lekkości i traktujemy produkty białe jakby były light a zielony przekazuje do naszego mózgu informacje, że to jest z pewnością zdrowe. I tutaj się na chwilkę zatrzymałam i uświadomiłam sobie, że nie bez przyczyny wyciągnęłam rękę w TkMaxx`ie po cudnej urody miseczkę dla Tosi.


Niestety nie było nic więcej z tej przecudnej serii. Kiedy ją zobaczyłam, automatycznie zgarnęłam ją do koszyka ! I choć nie pasuje mi w kuchni do niczego ( bo zastawę mam biało niebieską hihihih) a jednym z warunków, które miała spełniać ewentualna zastawa dla moich dzieci był właśnie kolor to i tak miseczka została kupiona. Kiedy ją zobaczyłam na półce, przypomniał mi się talerzyk na którym mama podawała mi małe kanapeczki na kolację....inny a jakże podobny .... na białym tle bajeczna scenka... skrzatodziadek, żaba, staw....inna kreska rysunku a jednak. Kiedy wzięłam w dłonie tę  miseczkę, poczułam jakbym kupiła brakującą do talerzyka część. 


 Okazuje się, że i kolor ma odpowiedni ;-)) choć Tosia do niejadków nie należy, że nie wspomnę o cenie jak zwykle bardzo atrakcyjnej. Miło jest przecież móc smacznie i pięknie jeść i z każdego posiłku robić świąteczny .... ? ale to już zasługa oprawy stołu. Spodobało mi się jak jedna z blogerek stwierdziła kiedyś, że nie ma w jej domu zastawy codziennej tylko świąteczna ponieważ celebruje każdy posiłek i właśnie zastawą podkreśla jego wyjątkowość. Ta miseczka to kwintesencja książki Antoine de Saint-Exupery, wszystkie najważniejsze sceny mieszczą się na jej ściankach a kiedy Tosia zjada zupkę, odnajduje kolejny motyw z Małego Księcia. Mój syn też miał swój mały śniadaniowy zestaw, stanowiła go miseczka, taki sprytny talerz z podwójnym dnem gdzie można było nalać ciepłej wody aby zupa tak szybko nie ostygła oraz sztućce. Muszę przyznać, że jakość zestawu Bebe Comfort (melamina) była idealna dzięki czemu z miseczki mogę swobodnie korzystać jeszcze dzisiaj gdyż nic się przez te lata nie zmieniła. A na czym jadają Wasze dzieciaczki ? A Wy ? Czy w Waszych domach podobnie jak i w moim (rodzinnym i obecnym) są dwie zastawy ? Jedna skrzętnie ukryta i wyjmowana przy okazji świąt i druga z której korzystacie na co dzień ? A na jakich kolorach jadacie ? Czy wciąż wszechobecny jest krem ?

Pozdrawiam kolorowo, Ewa

1 komentarz:

  1. Piękna miseczka i sztućce. Moja Majuś zjada z różowej porcelanki z Kubusiem Puchatkiem:)

    OdpowiedzUsuń