Rynek na Zawodziu czyli zdobycz z targu ...

No nie był to targ staroci. W moim mieście, dwa razy w tygodniu odbywa się tzw. rynek na Zawodziu. Zwodzie to dzielnica a na rynku można znaleźć wszystko. Pamiętam, że już jako dziecko jeździłam tam z moimi rodzicami po warzywa, po owoce....dzisiaj będąc mamą, kontynuuję tradycję ! Zrobiłam już soki i konfitury z czarnej i czerwonej porzeczki, zjadłam pyszne malinowe pomidory, które miały smak pomidora a nie papieru. Wśród sprzedających warzywa i owoce, stoją również boksy z mięsem, pieczywem, nabiałem....kiełbasa, która po jednym dniu się nie ślimaczy - to jest to czego szukam ! Oprócz jedzenia, są jeszcze zwierzęta - kury, kaczki, gęsi, króliki, perliczki - to najchętniej odwiedzana przez moją córeczkę część. Kiedy mamy jeszcze siłę a słońce niezbyt mocno grzeje, idziemy jeszcze w jedną część tego rynku, część gdzie znaleźć można przedmioty przywożone z Niemiec czy Holandii. Rok temu znalazłam tam świetnego, drewnianego konika na biegunach (o którym pisałam tutaj) kupionego za jedyne 10 zł !!!! A ostatnio ????

To cudne naczynie na śledzie !!! Kamionkowe, z pokrywką, w cudnym kolorze !!! Zaletą tego miejsca są niskie ceny. To naczynie, wcale niemałe kosztowało całe 20 zł. Z ciekawości zerknęłam jakie są ceny podobnych  naczyń na internecie i ucieszyłam się, że tym razem nie schytrzyłam gdyż ceny zaczynały się od około 99zł. Żeby coś tam zaleźć trzeba mieć trochę więcej czasu i cierpliwości i absolutnie nie można się nastawiać na duże zakupy, ani ich planować gdyż często znajdujemy tam to czego się nie spodziewamy. Fajnie jest tak znajdować perełki, przedmioty z duszą, pięknej urody, finezji i do tego wszystkiego kupować je za symboliczną kwotę kilku złotych. 
Oto moja mała miłośniczka zwierzątek ;-))

Ciekawe czy tam gdzie mieszkacie też są takie rynki, miejsca gdzie ludzie sprzedają owoce pracy ich rąk, pozbawione tych wszystkich dodatków, które niszczą nasze zdrowie ?

Pozdrawiam, Ewa


1 komentarz: