OSOBISTA KOLEKCJA i drugi dzień wyzwania !

Temat spasował mi idealnie gdyż jest taka jedna rzecz do której mam ogromną słabość. Ja sobie tę przypadłość jej gromadzenia wytłumaczyłam i nie po to żeby czuć się lepiej tylko dlatego żeby ją zrozumieć. O czym mówię ???



Tak moi drodzy, notesy, zeszyty, skoroszyty !!!! Zupełnie jest mi to obojętne jaki to rodzaj ... kiedy zobaczę jego okładkę a ona przemówi do mnie kolorami i obrazem - jestem pokonana. Kupuję choć nie potrzebuję...głupota ktoś powie...cóż, jak to mówią słowa piosenki z mojego dzieciństwa "każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma ...."


Kalendarz towarzyszy każdemu mojemu dniu...musi mnie nakręcać do działania, musi budzić mnie do życia...musi pomóc mi przetrwać jesień i zimę, pory roku za którymi nie przepadam. Zaglądam do niego codziennie i praktycznie przez połowę dnia dlatego musi być taki żeby mi się chciało to robić i żebym odczuwała to jako przyjemność a nie jako przymus.



A notesy po co ? Kiedy je kupuję, jeszcze tego nie wiem ale przychodzi taki moment kiedy to potrzebuję mieć przy sobie jakiś notatnik inny niż mój nieodłączny przyjaciel kalendarz, wtedy sięgam do mojej zaczarowanej szuflady i mam !!! Kolekcję z wielu miesięcy czy lat.


Skąd w takim razie wzięła się ta słabość ? To odpowiedź na niedosyt pięknych materiałów biurowych w moim dzieciństwie. Kiedy ja chodziłam do szkoły, zeszyty i książki obkładało się gazetami. Wiem, brzmi okropnie a dla dzisiejszych dzieciaków to co napisałam zalatuje nieopisaną biedą. Cóż, kolorowe zeszyty z bohaterami z bajek czy materiały piśmiennicze jak długopisy, mazaki, ołówki występowały w podstawowych formach i kolorach. Turkusowy wkład do długopisu czy różowy atrament ???? Nie mieliśmy pojęcia, że to może w ogóle istnieć...a jak się okazało - istniało i to znowu nie tak daleko od nas ! Dlatego kiedy tylko okno na świat się już wreszcie otworzyło, z każdej dalekiej wyprawy przywoziłam sobie coś właśnie z takiego działu. Dlaczego dzisiaj, kiedy już wiem, że wszystko jest, ja kumuluję ? Powiem tak, znajduję perełki, które najprawdopodobniej nigdy więcej się w sklepie nie pojawią...okazuje się, że tak właśnie jest a ja chcę je mieć ;-))

Pozdrawiam, Ewa

P.s.Przyznam się do jeszcze jednej kolekcji, tym razem z mojego dzieciństwa, która niestety nie przetrwała...KOLEKCJA TEMPERÓWEK !!!! Wystana w kolejkach, każdego tygodnia skrupulatnie myta i na nowo układana na półce....chyba nigdy nie zaostrzyłam ani jedną z nich mojego ołówka - to było dla mnie jak relikt...powiew wielkiego świata :-))

3 komentarze:

  1. Świetnie cię rozumiem. Ja stara zbieraczka :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie mogę przejść obojętnie koło pięknego notesu! A potem mi się piętrzą w szafce :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w stanie zrozumieć takie zbieractwo :) sama u siebie bardzo z nim walczę.
    Pozdrawiam,w.

    OdpowiedzUsuń