Historia niesamowitego spotkania

Jako dzieci, wymienialiśmy między sobą tylko uśmiechy...dzisiaj bliżsi sobie niż najbliższa rodzina



Myślę, że to spojrzenie na klasztor oczami pielgrzyma pozostawiło w moim kuzynie, jego siostrze i rodzicach ogromne wrażenie. 26 lat temu przyszli do Częstochowy z Gdańska ze swoją intencją. Gdzieś przez mgłę widzę oczami nastolatki ich twarze i słyszę wiadomość, której nikt się nie spodziewał. Żegnali Polskę żeby rozpocząć nowe życie w dalekiej Australii.
To nie był czas stałego dostępu do internetu, nie mieliśmy nawet komórek jedynie stacjonarne telefony, ewentualnie telefoniczne karty, nikt jednak nie porywał się na kilkuminutowe rozmowy za ogromne pieniądze żeby pozostać w kontakcie. A jednak on był, dosyć regularny dzięki listom, które przetrwały do dzisiejszego dnia.

Jako dzieci, przy sporadycznych kontaktach nad morzem, nie byliśmy w stanie dobrze się poznać. Kiedy wyjechali, z  listów cioci dowiadywałam się co moje kuzynostwo porabia, jak żyje aż w końcu jakie życiowe drogi wybrało. Jakież było nasze zdziwienie dowiedziawszy się, że mój kuzyn wraca do Polski na studia...wybrał Poznań i Wyższe Seminarium Duchowne Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej.

Żyłam ze świadomością, że jest gdzieś niedaleko, wciąż jednak kontaktu między nami nie było żadnego. Aż do pamiętnej podróży pociągiem i niesamowitego spotkania.

W przedziale było kilka osób, znalazłam dla siebie miejsce więc uznałam, że zostanę. Jedną z pasażerek była bardzo gadatliwa studentka. Zwykle staram się nie wsłuchiwać w konwersacje osób podróżujących, tym razem jednak nie byłam w stanie się odciąć. Była bardzo głośna i raczyła cały przedział szczegółami ze swojego studenckiego życia, zwracała na siebie uwagę każdego ale w pewnym momencie i moją. Wchodziłam w tę opowieść rozpoznając znajome szczegóły. Jej opowiadanie o studiach okazało się posiadać w sobie elementy znane mi z opowiadań mojej cioci. Im dłużej jej słuchałam tym bardziej byłam przekonana, że owa studentka musi mieć coś wspólnego z moim kuzynem ale jak to możliwe skoro on jest w seminarium a ona jest świecką studentką. Nie wytrzymałam i weszłam jej w słowo. Tak, wszystko okazało się jasne, na niektórych zajęciach są świeccy studenci a mój kuzyn siedział gdzieś niedaleko niej na jakiś wykładach. Popatrzyłam na nią bardzo dużymi oczami i niewiele się zastanawiając, napisałam do niego na widokówce kilka słów zapisując numer telefonu, zapraszając do Częstochowy i poprosiłam aby mu podała.

Od tego niesamowitego spotkania minęło mnóstwo lat a nasze odnowione kontakty, nie słabną. Swoją prymicyjną mszę odprawił gościnnie w mojej parafii, mój syn z jego rąk otrzymał chrzest,
ośmielę się powiedzieć, że pomimo odległości nasze kontakty zacieśniają się i tworzą niesamowity klimat bardzo bliskich relacji.

Latami nieznany
w pojęciu zamknięty
czasem zasłyszany
nigdy nie pojęty
aż do chwili kiedy
w podróży jedyna
opowieść wysnuła
nieznana dziewczyna
słów końca nie było
a one znajome
wyłaniały z głowy
nieco przykurzone
treści co z obrazem
nagle się złączyły
czyżby serce znało
co rozum nie widzi
parę słów dobranych 
gdzieś pomiędzy ludzi
wyruszyło w drogę 
gołębiej podróży
na człowieka dłoni
były położone
na czas się zapadły
czasem przykurzone
nikomu pamięci 
już nie były znane
gdy nagle głos męski
jak zza świata tego 
zabrzmiał mym imieniem
i na domiar tego 
historię w sobie nosił 
znaną nam jedynie
połączył Bóg nam drogi
i nikt już nie zginie.    

Może czasami warto się wsłuchać w drugiego człowieka żeby odnaleźć w nim swoją historię...

Pozdrawiam, Ewa


3 komentarze:

  1. Wspaniała historia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa historia! To na pewno nie przypadkiem znalazłaś dla siebie miejsce akurat w TYM przedziale :) Fajnie, że kontakty nie słabną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna historia. Jak to czasem przeznaczenie prowadzi nasze drogi:)

    OdpowiedzUsuń