Piesza Pielgrzymka Rodzin i Młodzieży różnych dróg...

Nie, nie uczestniczyłam w niej ale stałam się jej gościem i zdając sobie sprawę, że o jej istnieniu nie wiecie tak jak ja wcześniej nie wiedziałam, chcę Wam o niej opowiedzieć.


Ten namiot bardzo mocno nawiązuje do genezy powstania tej niestandardowej pielgrzymki. Systematycznie, rok w rok od 38 lat, od Krakowa do Jasnej Góry idą ludzie...w 1978 roku, na zlocie hipisów w Częstochowie, jeden z nich zaproponował salezjaninowi zorganizowanie pielgrzymki pieszej tylko dla ich grupy. Propozycja padła na podatny grunt. Ks. Andrzej Szpak poczuł bardzo mocno ten klimat i już w kolejnym roku dołączył do pielgrzymki warszawskiej swoją małą 40-sto osobową grupę.


Z roku na rok chętnych przybywało czego regulamin pielgrzymki warszawskiej nie mógł już zaakceptować i to spowodowało, że grupa 500 osób stworzyła swoją własną pielgrzymkę idącą swoją własną drogą z celem na Jasną Górę.

W czym jest niesamowita ? Gromadziła niegdyś głównie osoby wykluczone z życia, narkomanów, alkoholików, osoby żyjące bez celu. Ks. Andrzej Szpak porwał ich za sobą swoją misją odnalezioną w tym fenomenie. Przecież Bóg kocha każdego z nas, Jezus był otwarty na ludzi z marginesu społecznego, dlaczego więc nie dać im możliwości pobycia blisko niego choćby te 12 dni. Charyzma Ks. Szpaka budowała niesamowitą więź między tymi ludźmi, którzy zaczynali dostrzegać sens w byciu razem, w pomaganiu sobie, w przyjaźni nie podszytej interesem. Trasa była trudna bo ludzie stanowiący grupę zmagali się nawet podczas drogi ze swoją chorobą. Wielu jednak z nich podjęło wyzwanie uwolnienia się z uzależnienia, niektórym się udało innym nie...Każdego roku przybywało nowych osób, zawierały się związki małżeńskie, rodziły się dzieci i tak Piesza Pielgrzymka Hipisów z 1978 roku przerodziła się w Pielgrzymkę Rodzin i Młodzieży różnych dróg.

Słyszałam o niej od mojej internetowej koleżanki. Kiedy rok temu poznałyśmy się w wirtualnym świecie, bardzo mnie na nią namawiała. Rok minął jak jeden dzień, o wyjściu z przyczyn technicznych nie było mowy ale o spotkaniu w pod częstochowskim Olsztynie, jak najbardziej.


Ciekawa byłam tego klimatu, nasłuchałam się, że jest niesamowity, że może nie każdemu odpowiadać ale jest prawdziwy. Na mszę przyjechałam spóźniona, zainstalowałam się w ławce i oddałam się atmosferze.


Dużą grupę pielgrzymów stanowiły dzieci w wieku szkoły podstawowej ale i przedszkolnej żeby nie powiedzieć żłobkowej. Po chodniku pełzały półroczne maluszki, ciut większe spacerowały dumne obok a te starsze uczestniczyły czynnie we mszy, która troszkę odbiegała od tej tradycyjnej choć wszystkie jej elementy miała zachowane. W czym była inna ? Pewnie dlatego, że było dużo czasu, każdy kto tylko chciał mógł przedstawić swoje świadectwo. każdy kto tylko miał ochotę zostawiał na ołtarzu wypisaną przez siebie intencję modlitwy, kto miał taką potrzebę, mówił o niej na głos. Najbardziej jednak wzruszył mnie moment przekazywania sobie znaku pokoju...wszyscy opuścili swoje miejsca i docierali do każdego żeby przekazać sobie ten znak przyjaznym uściskiem. Była jeszcze pieśń śpiewana i wygrywana na gitarze przez Ks. Szpaka,który dźwiękami tanga poderwał ludzi z ławek. Była krótka inscenizacja dzieci i było ważne słowo. Żeby być w życiu trochę dzieckiem, zrzucić w niektórych momentach tę zasłonę dorosłości, która nie pozwala nam przeżywać często życia bardziej otwarcie i głęboko. Żeby żyć w zgodzie ze swoimi zmysłami, pozwolić im normalnie funkcjonować, nie zagłuszać ich tylko odczuwać. Żeby nazywać rzeczy po imieniu i nie bać się mówić o własnych uczuciach, o miłości, cierpieniu, radości...być prawdziwym a nie uformowanym przez wymagania aktualnego świata.


Byli i tacy, którym się trochę przysnęło ale Ks. Andrzej powiedział jeszcze jedną ważną rzecz, nasz Bóg różni się od innych tym, że ma syna. Jest Ojcem, głową rodziny. To ważne słowa w świetle nie znających swojego miejsca w rodzinie mężów i ojców, którzy z łatwością spowodowaną wygodnictwem, przekazują swoje zadania kobietom ośmielając się jeszcze niejednokrotnie je obrażać i oskarżać o brak profesjonalizmu. Przez całą mszę zwracał się do Boga TATO, jakby dziecko zwracało się do swojego ojca z prośbą o wsparcie...bo jak mówił dla dziecka są na świecie dwie najważniejsze osoby Matka i Ojciec.


Po mszy powędrowałam z resztą grupy na pole namiotowe, tam już była zabawa, czas spotkań, rozmów, taniec, ogniska, jedna wielka integracja.



Przeżyłam z nimi fajny czas, pełen przemyśleń, refleksji, podsumowań i zatrzymania. To była taka namiastka pielgrzymki i sposób na pędzący czas. Tam, w ogóle go nie odczuwałam, gdyby nie zachodzące słońce, nie zwróciłabym uwagi, że minął. To chyba znaczy, że dobrze przeżyłam to spotkanie.

Pozdrawiam
Ewa

P.S.
Po więcej informacji na temat jej powstania odsyłam tutaj   oraz tutaj 

2 komentarze:

  1. Świetna atmosfera :) Sam się niejednokrotnie zastanawiałem nad tą pielgrzymką, ale niestety, w tym roku nie dane mi było iść. Może za rok.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle lat życia upłynęło a ja jeszcze nigdy na pielgrzymkę nie poszłam :( Muszę to wreszcie nadrobić.

    OdpowiedzUsuń