METAMORFOZA czyli drugie wcielenie drewnianych domków


Długo precyzowała mi się kolorystyka mojego dużego pokoju aż pewnego dnia postanowiłam przeprosić się z czernią.

Był czas, że nie mogłam się z nią pogodzić a musiałam zaakceptować to, że towarzyszy mi każdego dnia. Potem był czas, że nie było takiej możliwości żeby pojawiła się w moim otoczeniu choćby w najmniejszym szczególe. Otaczałam się dla przeciwwagi wszystkimi kolorami świata, wprowadziłam je do wnętrza, ubioru, drobiazgów...musiałam odreagować.

I choć od tamtych lat konfrontacji z czernią, minęło mnóstwo lat, to jakoś trudno było mi ją zaakceptować panującą we wnętrzarskich trendach. Aż do momentu kiedy zaczęłam się niektórym przedmiotom przyglądać...i zaczęło mi się podobać.

I dzisiaj doszło do tego, że postanowiłam zmienić styl moim drewnianym domkom z pastelowymi daszkami.


Pochowałam świąteczne ozdoby no i wypadało zmienić troszkę aranżację mojej dekoracji. Mój domek z czarnego, giętego metalu stał opustoszały, musiałam wymyślić mu jakieś wnętrze i jak zwykle pomysł zrodził się natychmiast.


Jak zwykle tani i mało pracochłonny. Wzięłam tylko czarną plakatową farbkę mojej córci, pędzelek i daszki dostały swoje nowe oblicze. Kiedyś kupiłam je w KiK`u, stały w innym pokoju gdzie się bardzo dobrze komponowały z wnętrzem ale uznałam, że trzeba coś zmienić, nie można powielać schematów i tym sposobem mam dekorację jakby rodem ze sklepów w których nie robię zakupów bo mnie nie stać :-)


Lubię takie metamorfozy. A jeszcze bardziej to uczucie kiedy rodzi się pomysł, przychodzi wena i ręce same rwą się do pracy. To uwielbiam.

Pozdrawiam i życzę Wam tego uczucia.
Ewa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz