Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pociągiem na wakacje - Świnoujście cz.1

Kiedy postawiłam stopę na tej plaży i usłyszałam odgłosy mew, uzmysłowiłam sobie jak bardzo tęskniłam za tym miejscem. Nie chodzi mi o miasto bo mimo, że podobno w nim kiedyś byłam jako dziecko, to niczego nie pamiętam ale o plażę, o szum morza, o piasek na stopach i te wścibskie ptaki ;-)).
Te wakacje obfitowały w przejazdy Polskimi Kolejami Państwowymi. Jako dziecko, własnie w ten sposób podróżowaliśmy całą rodziną. Komfort zdecydowanie odbiegał od obecnego dlatego z czasem zamieniliśmy pociąg na samochód. Czuliśmy się niezależni, sami decydowaliśmy o naszej podróży - jak długo ma trwać, ile razy chcemy się zatrzymać żeby kierowca mógł odpocząć albo żeby po prostu zjeść i wyprostować nogi. Pamiętam, że podróżowanie pociągiem kojarzyło mi się ze zmęczeniem, z niepewnością czy uda nam się w ogóle do niego wsiąść i mimo, że przecież miałam wtedy trochę mniej lat niż teraz, to ta forma przemieszczania się na dłuższe dystanse bardzo mnie nużyła i męczyła. Jedynie miło wspominam nasze po…
Najnowsze posty

Nauka języka z filmem "Wszyscy wiedzą"

"Todos lo saben" to film Asghar Farhadi, opowiada o rodzinnej tajemnicy o której w krótkim czasie, za sprawą jednego wydarzenia, wszyscy się dowiadują....bądź okazuje się za jego sprawą, że wszyscy o tym już wiedzą.
Kiedy pojawił się ten film w naszym miejscowym, studyjnym kinie, miałam ogromną ochotę pójść go zobaczyć, warunki nie sprzyjały, film przestano grać a ja o nim zapomniałam.
W ramach wakacyjnego wyzwania jakie sobie wymyśliłam czyli NAUKA JĘZYKA Z FILMEM, przypomniałam sobie tytuł, znalazł się czas i sprzyjające okoliczności i jestem już po domowym seansie. Wrażenia mieszane. Jakoś mnie nie porwał, myślę, że bardzo szybko o nim zapomnę, natomiast był bardzo dobrym materiałem do nauki hiszpańskiego. Aktorzy mówią bardzo wyraźnie i mimo, że czasami szybko, jak to Hiszpanie, to ogarniałam całe zdania i bez problemu wypisywałam słowa. Oto moja lista:

Nauka języka z filmem "Dziewięć długich miesięcy"

Filmy francuskie bywają specyficzne, ten natomiast okazał się być bardzo przyjemnym w odbiorze, powiem więcej, zdrowo śmiesznym i wciągającym.

"Dziewięć długich miesięcy" czyli "Neuf mois ferme" to opowieść o sędzinie, której samotne życie upływa w pracy. Spędza w niej wiele godzin dziennie co w niczym jej nie przeszkadza aby po powrocie do domu ponownie zasiąść do biurka. Zupełnie nieoczekiwanie, ze strony kolegów z pracy, pada zaproszenie na firmowego sylwestra, na wspólne przywitanie w biurze Nowego Roku. Po krótkim zastanowieniu, sędzina zaakceptowała pomysł i przyjęła propozycję. Po sześciu miesiącach od przyjęcia, okazuje się, że główna bohaterka filmu jest w ciąży. I to jest właśnie clou tego filmu, dociekanie jak to się stało, gdyż nasza sędzina niczego z tej nocy nie pamięta.

Poniżej znajdziecie słownictwo, które gdzieś uleciało z mojej głowy, czasami w ogóle nie miałam z nim do czynienia, w celu przypomnienia i utrwalenia, poczyniłam z filmu notatki.


bégay…

Nauka języka z filmem "Trzy metry nad niebem"

Wakacje powodują, że nie goni mnie czas, zegarek choć na ręce, może się czuć zaniedbany i wreszcie nie muszę wybierać między obowiązkami a przyjemnością. Nadrabiam zaległości między innymi i te dotyczące nauki języków. Tak tak języków, bo choć uczę na co dzień francuskiego to muszę nad nim tak samo pracować jak nad hiszpańskim, którego dopiero poznaję. Aby połączyć przyjemne z pożytecznym i oszukać troszkę mózg, który nie lubić wychodzić poza swoją strefę komfortu, pomyślałam, że dobrym rozwiązaniem będzie popracować nad językami z filmem w wersji oryginalnej.
Zupełnie przypadkowo, trafiłam w sieci na film "Trzy metry ponad niebem" ("Tres metros sobre el cielo"). Film hiszpański z 2010 roku, wyreżyserowany przez Fernando Gonzalesa Molinę i dostępny w internecie w dwóch wersjach : z lektorem albo z napisami. Zaczęłam odważnie i włączyłam film z napisami. Napisy okazały się być zupełnie z innej bajki a dialogi, jak dla mnie, jeszcze zbyt trudne i przepełnione języki…

Częstochowa jak Paryż - młodzieńcze porównanie.

Kiedyś tak bardzo zakochałam się w Paryżu, że zobaczyłam podobieństwo mojego rodzinnego miasta do stolicy Francji. Pamiętam bardzo dobrze, kiedy będąc w liceum, przyszło mi napisać na lekcję francuskiego kilka zdań o Częstochowie i wtedy odważyłam się zrobić to porównanie.
Skąd do głowy przyszedł mi taki pomysł, w czym zobaczyłam to podobieństwo ?

Aleje ! Bez wstydu porównałam je do Pól Elizejskich. Oczywiście, moje porównanie spotkało się z kpiną i spojrzeniem pełnym politowania ze strony nauczyciela ale ja w to bardzo głęboko wierzyłam i nic nie było w stanie zmienić mojego spojrzenia.


Kolejna rzecz to umiejscowienie na dwóch końcach alei miejsc wartych zobaczenia, stanowiących o historii tego miasta.



W Paryżu na linii Pól Elizejskich znajdziemy Łuk Triumfalny i Plac Zgody prowadzący nas już prosto do Jardin des Tuileries i Luwru. A w Częstochowie, w I alei mamy kościół św. Zygmunta, którego istnienie datuje się na XIV wiek a na drugim końcu czyli w III alei mieści się Jasna Góra, …

Wrocław na weekend cz.2

Nasz spacer po Wrocławiu był zupełnie nie zaplanowany. Na dodatek, mapę wzięłam już na sam koniec naszego pobytu aby przestudiować ją w domu i zobaczyć jaką drogę przemierzyliśmy.
Po zjedzeniu pysznego obiadku w "Kociołku" ruszyliśmy w naszą trasę w nieznane i nagle natknęliśmy się na budynek Uniwersytetu Wrocławskiego. To co wywołało w pierwszym momencie moje zainteresowanie, to był taras widokowy, wysoko, wysoko ponad nami. Zadarłam głowę do góry i zaintrygowali mnie kręcący się tam ludzie. Nasze kroki skierowaliśmy ku tym pięknym drzwiom.

  Okazało się, że można to miejsce zwiedzić. Po otwarciu drzwi i wejściu do środka, zobaczyliśmy kasę i tym samym możliwość zakupienia biletów. Ich ceny uzależnione były od ilości zwiedzanych pomieszczeń. Maksymalnie są cztery, my postawiliśmy na dwa, szczególnie polecone przez panią sprzedająca bilety. Zaufaliśmy jej wyborowi i odwiedziliśmy Aulę Leopoldyńską i Wieżę Matematyczną.
Aula jest najbardziej reprezentacyjną częścią głównego …

Wrocław na weekend cz.1

Chęć odwiedzenia tego miasta towarzyszyła mi już od dłuższego czasu. Wciąż słyszałam jakiż to on jest piękny, jak odnowiony a ja, jak przez mgłę, pamiętałam go takiego sprzed 19 lat. Pomyślałam, że wakacje będą dobrym czasem na zrobienie sobie do niego wycieczki, czekałam tylko na odpowiedni czas. Myśl pojawiła się spontanicznie i w niedzielę o 9:08 siedzieliśmy już w pociągu.

Wbrew pozorom, ten wyjazd wcale nie był taki prosty jak mogłoby się wydawać. Mieliśmy dojechac pociągiem bezpośrednim do Wrocławia ale w konsekwencji dziwnych wydarzeń niezależnych zupełnie od nas, dotarliśmy do niego z dwiema przesiadkami. Zwykle dzieje się tak, że jeżeli podróż rozpoczyna się od komplikacji to okazuje się być strzałem w dziesiątkę i w końcowym rozliczeniu idealnym czasem. Tak było własnie tym razem.

Wrocław zgodnie z prognozami przywitał nas deszczem. Tylko dlatego, że miało padać z samego rana a potem miało być pięknie, zdecydowaliśmy się zaryzykować i uwierzyć w to co mówił internet o pogod…